Wydawca treści Wydawca treści

Powrót

Martwe drewno w lasach

Martwe drewno w lasach

Martwe drewno - dlaczego zestaw słów o cechach pleonazmu, budzi tak duże zainteresowanie leśników, przyrodników i społeczeństwa?

 „bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał Pniów, kłód, korzeni (…)
Na dole jak ruiny miast: tu wywrot dębu
Wysterka z ziemi na kształt ogromnego zrębu;
Na nim oparte, jak ścian i kolumn obłamy,
Tam gałęziste kłody, tu na wpół zgniłe tramy"
(Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz") 

 

Dziesiąta konferencja z cyklu Aktywne metody ochrony różnorodności biologicznej poświęcona martwemu drewnu, skłoniła mnie do pewnej refleksji. 
Zamierające i martwe drzewa są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania ekosystemu leśnego oraz dla zachowania szeregu zagrożonych gatunków. To prawda, która na dobre zagościła w naszych leśnych realiach całkiem niedawno. Jeszcze kilkanaście lat temu leśnicy byli napiętnowani przez służby kontroli wewnętrznej za „suszki" stojące w lasach gospodarczych. A i rezerwatowe były poddawane pewnemu oczyszczeniu ze zbyt dużej ilości leżaniny i posuszu.
Obraz opisywany przez Adama Mickiewicza w „Panu Tadeuszu" dziś nie jest już rzadkością zarówno w rezerwatowych jak i gospodarczych lasach, choćby tych które jako drzewostany referencyjne wyłączone są z procesu użytkowania.
Uczestnicy konferencji próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, jaka ilość martwego drewna jest optymalna z punktu widzenia ochrony różnorodności biologicznej. Znalezienie takiej odpowiedzi to zadanie niełatwe. Tym bardziej kiedy pytanie od samego początku jest źle postawione. Otóż dużo łatwiej byłoby prowadzić merytoryczną dyskusję, gdybyśmy spojrzeli na las jako dynamiczny układ ekosystemowy, dla którego najważniejszym celem jest utrzymanie jego ciągłości z pełnią bogactwa przyrodniczego, która w nim występuje.


Z jednej strony pojawiają się konkretne dane o ilości tzw. martwego drewna w lesie, jakie gromadzi Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej. Wyniki wielkoobszarowej inwentaryzacji stanu lasu wskazują, że aktualnie w Lasach Państwowych ilość martwego drewna wynosi 5,8 m3 na ha w tym drewna stojącego, martwego i zamierającego jest 3,1 m3/ha, natomiast leżącego – 2,7 m3/ha. Łącznie zatem w Lasach Państwowych zmagazynowane jest 52,7 mln m3 drewna martwego (grubizny brutto). Korzystając z najnowszych badań nad ilościowym stanem biomasy korzeni można szacować, że w postaci pniaków zmagazynowane jest kolejne 12 mln m3 drewna brutto.
Czy to wystarczająca ilość? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z punktu widzenia przyrodników zachowanie różnorodności biologicznej w lasach wymaga pozostawiania w drzewostanach liściastych Europy środkowej od 30 do 50 m3 martwego drewna na ha. Ponadto ilość drewna pozostawionego do naturalnego rozkładu w lasach gospodarczych jest niedostateczna i sama deklaracja troski o te zasoby ze strony pracowników Lasów Państwowych to za mało.
 

 

    

Tymczasem leśnicy kalkulują, że w Lasach Państwowych liczących ca. 2 mln 200 tys. wydzieleń w całym kraju leży obecnie ponad 40 mln m3 drewna martwego, a postulaty wynikające ze wskaźników monitoringu Głównego Inspektora Ochrony Środowiska windują limit pozostawianego drewna do poziomu 230 mln m3. Pozostawienie takiej ilości drewna w lesie oznacza deprecjację surowca o wartości około 35 mld zł.
Tłem dla tych dwóch stanowisk jest głos społeczeństwa, które utrzymuje się z lasu albo wykorzystuje drewno jako podstawowe źródło energii, zwłaszcza we wsiach i w małych miejscowościach. W jaki sposób wytłumaczyć przykładowo mieszkańcom Białowieży, że nie ma drewna opałowego liściastego, ponieważ musi pozostać w lesie? Społeczeństwo tego nie rozumie. Dlatego w wielu regionach skoro nie może kupić, po prostu je kradnie. Zależność jest bardzo prosta i potwierdzona badaniami pracowników SGGW w Warszawie. Im więcej kradzieży, tym mniej drewna martwego. Im więcej lasów przypada na jednego mieszkańca w regionie, tym mniej kradzieży i więcej drewna martwego. Ponadto, im lepsza sieć dróg dojazdowych udostępniających obszary leśne, tym mniej drewna martwego. I gdyby w grę nie wchodziły pieniądze, zapewne dyskusja byłaby łagodniejsza. 
Ale można na całą sprawę spojrzeć jeszcze inaczej. Pozostawianie martwych i zamierających drzew w lesie jest działaniem bliskim naturze, ale niestety, przyspiesza uwalnianie dwutlenku węgla do atmosfery. A z punktu widzenia najmniej przewidywalnego procesu jakim jest ocieplenie klimatu korzystniejsze byłoby użytkowanie drewna tj. wykorzystywanie go jako surowca na różne cele. Przekornie można powiedzieć, że powinniśmy dążyć do wydłużenia okresu magazynowania węgla wbudowanego w drewno, a nie świadomie zostawiać martwe drzewa do naturalnego rozkładu. Dlatego pewne zabytki cywilizacyjne jak np. drewniane skrzynie lub wieko trumny znalezione w grobowcu Tutenchamona liczące blisko 3500 lat w kontekście zmian klimatu nabierają zupełnie innego znaczenia. Ponadto drewno jest surowcem odnawialnym, osłabiającym negatywny efekt cieplarniany wtedy kiedy las jest użytkowany i odnawiany.
Konkludując ten wciąż niedostatecznie rozpoznany temat można stwierdzić, że warto i trzeba zostawiać tzw. martwe drewno w lesie, ale lepiej dużo na niewielkim terenie niż wszędzie w niewielkich ilościach. Nie ma sensu zostawiać martwych drzew traktując je jako potencjalne siedlisko występowania różnych gatunków w każdym miejscu i w każdym czasie. Działania warto ukierunkować na ochronę gatunków zagrożonych, które powinny być poddawane szybkim zabiegom, natomiast zwiększanie zasobów martwego drewna niech będzie procesem ciągłym w perspektywie dziesiątek lat. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że większość gatunków zagrożonych w Europie to gatunki terenów otwartych, a nie ekosystemów leśnych. (tekst: J. Bator)